Przejdź do treści

Podsumowanie meczu Śląsk II vs Lechia Zielona Góra.

Miałem okazję być dzisiaj na meczu na legendarnym stadionie przy ulicy Oporowskiej we Wrocławiu. Magiczne miejsce często powoduje magiczne wydarzenie, a bez wątpienia takim wydarzeniem było starcie między rezerwami Śląska Wrocław, a Lechią Zieloną Górą. Mecz zakończył się wynikiem 2-2. Gole zdobywali dla rezerw Śląska dwie Mateusz Stawny notabene obrońca. Dla gości: Gibi Emabalo oraz Przemysław Mycan.

O samym spotkaniu słów kilka…

Tak jak wspomniałem mecz mógł się podobać stał na wysokim poziomie i był dynamiczny. Początek spotkania to zdecydowana przewaga zespołu gospodarzy setka Patryka Szwedzika została zmarnowana, a jak to się mówi niewykorzystane sytuację lubią się mścić. I tak o to w 11 minucie gola stadiony świata trafił Gibi Embalo. Strzał z dystansu jaki zrobił ten zawodnik, będzie się śnił obronie rezerw po nocach, a garstka kibiców gości w tym momencie eksplodowała. Później styl meczu się już zmienił przez długi czas to w pierwszej połowie goście mieli przewagę i stwarzali nowe okazję na zdobycie bramki. Śląsk jednak nie chcę mieć w swoim DNA porażek i walczył do końca o zmianę wyniku w pierwszej połowie spotkania. Strzał z własnej połowy oddał jeden z zawodników gospodarzy przy wysoko ustawionym z przodu bramkarzu mogłoby się tu udać, gdyby nie stojący na przeszkodzie słupek. Kolejna niebezpieczna okazja, również miała miejsce pod bramką gości, lecz piłka po strzale głową minimalnie poszła w bok. Jeszcze jedna bardzo dobra okazja została przerwana przez Fabisiaka. W drugiej połowie na boisku pojawił się między innymi Sharabura, a wspominam o nim nie bez powodu, ale o tym ciut później. Śląsk był aktywniejszy od początku drugiej połowy można powiedzieć, że zespół gości zaspał w tej części spotkania. Pomimo paru akcji wynik nie ulegał zmianie. W 53 minucie doszło do kontuzji jednego z zawodników gości, który długo nie podnosił się z murawy. W 59 minucie kibice gospodarzy mogli krzyknąć: GOOLLL. Sharabura zaliczył doskonałe dośrodkowanie co wykorzystał Mateusz Stawny i główką skierował piłkę do siatki. W 69 i 70 minucie bramkarze zaliczali robinsonady. W 70 minucie to rezerwy Śląska objęły prowadzenie za sprawą znów Mateusza Stawnego, który można powiedzieć w tym dniu miał dzień konia. Bramkę tą udało mi się nagrać:

piłkarskieligi24 w serwisie X: „Mam nadzieję, że jakość się nie popsuła. Druga bramka Stawnego. https://t.co/MUiFmxBSJ1” / X (twitter.com)

Radość trenera nie do opisania. Podopieczni Michała Hetela przeszli drogę z piekła do nieba przynajmniej na moment. Lechia przyśpieszyła swoją grę i zaczęła oblężenie bramki Śląska w powietrzu wisiał ten remis. I to się stało w 85 za sprawą główki Przemysława Marcana. Dalej zespół gości był rozpędzony jak bolid Formuły 1 i stwarzał sobie kolejne akcję. Kibice na stadionie zastanawiali się kiedy wreszcie sędzia zakończy te zawody. Cytując znanego komentatora: Panie Turku kończ Pan ten mecz, tutaj można było powiedzieć Panie Kochanku kończ Pan ten mecz. Ostatecznie pomimo napierania na bramkę gospodarzy zespoły musiały podzielić się jednym punktem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *